piątek, 30 stycznia 2015

poza czasem

Kubuś Puchatek jest jednak poza czasem i miejscem, może się dziać gdziekolwiek, zatem można powiedzieć, że Irena Tuwim miała łatwiej. Alicja jest mocno osadzona w klimacie Anglii i tego, co działo się tam w czasach, gdy żył Dodgson. Trudno byłoby ot tak sobie wrzucić Cieszyn i nie zostać zlinczowanym. Ale szczere kocisko całkiem fajne. W Alicji jest jeszcze (nie) jeden problem – nagminne mylenie krykieta z krokietem. A grają tam oczywiście w krokieta z bielizną, choć wiele tłumaczeń twierdzi co innego. W księdze “Zhuangzi” czytamy: „Słowa nie są tylko wydmuchiwaniem powietrza. Słowa mają coś przekazać. Ale jeśli to, co mają powiedzieć, nie jest ustalone, czy rzeczywiście coś przekazują? Czy też nie przekazują niczego? Ludzie uważają, że słowa różnią się od szczebiotu ptaków, ale czy tak jest?” Według jednej z interpretacji tego fragmentu, słowa niosą znaczenie, chociaż same z siebie i same w sobie nic nie znaczą. Znaczenie to nie jest stałe. Znaczenie każdego słowa jest zależne od kontekstu i samo wywiera wpływ na kontekst zdania, ustępu czy tematu. Mówiąc inaczej, słowa nie znaczą nic poza kontekstem, a zyskują znaczenie odpowiednie do ich użycia w danej sytuacji. Zhuangzi porównywał język z siecią na ryby, która jest przydatna tylko do złowienia ryby, potem zaś niepotrzebna do czasu łowienia następnej ryby, czy też poszukiwania nowego znaczenia. Filozof odróżnia trzy specyficzne rodzaje języka: „słowa przypisywane”, „słowa powtarzane”, „słowa puchary”. Pierwsze to słowa przypisywane wielkim postaciom historycznym czy legendarnym, co zwiększa ich oddziaływanie. Ja, nie majac innych zrodel rozpraszajacych dzisiejsze dzieciaki, wlasciwie przez cala szkole bylem pod silnym wplywem Ojca, ktory, choc majac wyksztalcenie przyrodnicze (byl profesorem fizyki), byl bardzo oczytany i mial duzy wplyw na to co czytalem. Verne, W. Uminski, E. Majewski, J.O. Curwood, Grey Owl, Lilavati, Sladami Pitagorasa, Lesmian, Mity Greckie, pozniej Slowacki, Zeromski, Romain Rolland, Stendhal itd wszystko to mialem zaliczone z polecenia, i czasami wspolnego czytania, ojca. Z polecenia kolegow i na własna reke bielizna, z tego co pamietam, przeczytalem chyba tylko komplet Tarzana E. R. Borroughsa  i jakiegos Louis L’Amoura i Zane Greya – to co sie uchowało z przedwojennych wydan. Poza tym z kolegami (8 klasa) poszedl tez caly Dumas – nie tylko trylogia trzech muszkieterów, ale Pamiętniki Lekarza (w calosci) itd.
Nasze pachole wyrwalo sie spod naszych opiekunczych skrzydełek znacznie wczesniej. Jak pisze facet z Bydgoszczy, nastały czasy smoków, czarowników, potworów i innych dziwadel. (Wampiry jeszcze wtedy nie weszły w mode).


Ale przy tej okazji wciagnał sie w grę Dungeons and Dragons, ktora okazala sie nieslychanie fajna. Gra (dla niewtajemniczonych) jest planszowa, losowa (rzuca sie najprzedziwniejszego ksztaltu kostkami) ale glownie polega na wcieleniu sie w swoja postac, ktora ma za zadanie, osiagnac jakis status poprzez nieustanne zdobywanie stopni wtajemniczenia, osiagnac jakis cel, a nie wyeliminowac wspolgraczy. Innymi slowy odgrywa sie jakas role. Gra, przynajmniej w erze przedinternetowej polagala wylacznie na wyobrazni, tworczych zdolnosciach i pomyslowosci graczy. Gra, nie tylko moze, ale ma sie ciagnac miesiacami. Celem jest granie, a nie wygranie.
Natomiast z wnuczka czytalismy troche R. Dahla, i to w ramach nauki jezyka, w oryginale.Drugie to słowa zdobywające wiarygodność dzięki ich powszechnej znajomości, ponieważ często mylimy to, co tylko znajome, z tym, co oczywiste. Trzeci rodzaj to słowa, których znaczenie się zmienia, opisane przez Zhuangzi jako „słowa będące nie-słowami”. Ten rodzaj języka nieustannie się odświeża i dzięki temu lepiej komunikuje znaczenie. Napełnia i opróżnia się jak puchar, przez co dokładniej ukazuje różnice niezbędne dla zrozumienia.W ogóle tłumaczenie Marianowicza wśród entuzjastów uważane jest za najgorsze, bo najbardziej spłycające wszelkie zabawy językowe, zatem najbardziej ‘dziecinne’, choć właśnie najbliższe temu, co robiła IT,

ksiażka

Miałem podobne wrażenie, gdy dorastająca córka zatonęła po uszy w książkach o wampirach. Załamywałem ręce, ale siedziałem cicho. I słusznie! Po pewnym czasie dziecię zaczęło z własnej inicjatywy podbierać książki z moich półek, a dziś wspólnie pękamy ze śmiechu przerzucając się cytatami: jak to poseł Kosiubidzki Feliks “każdego, z kim rozmawiał, sobą silnie bez przerwy zaszczycał”. I o lotnikach z Pianosy: “Strzelanie do rzutków było dla nich doskonałym ćwiczeniem. Nabierali dzięki niemu wprawy w strzelaniu do rzutków”.
Przygoda z literaturą, raz zaczęta, nie może się skończyć i różnice pokoleniowe niewiele tu znaczą. Ale to wie Pani pewnie lepiej ode mnie. to chyba najważniejsza książka w naszym domu, dociera do wszystkich grup wiekowych na swój sposób (4-latka i 10-latek oraz “starzy”). Uwielbiamy film Disneya z 1951 z bardzo udanym dubbingiem, pięknym dźwięcznym ‘ł’ Alicji-Barbary Rylskiej i rewelacyjnymi piosenkami. Dodgson i Disney mieli ze sobą wiele wspólnego z bielizną damską. Zaskakująco dużo zbieżności charakterologicznych, nie dziwi, że zrobienie Alicji było obsesją Disneya. Sam film mocno ”odjechany”, jakby zwiastujący nadchodzące lata 60. Nie był zbyt ciepło przyjęty w 1951. Jest jeszcze jeden wymiar relacji sensu i bezsensu w “Alicji” – ten tłumaczeniowy. Tak się złożyło, że miałem kiedyś zajęcia z przekładu z autorką kolejnego po Marianowiczu tłumaczenia “Alicji”, która jako jeden z najtrudniejszych elementów tekstu wskazała postać kota z Cheshire – po ang. to nawiązanie do powiedzenia “smile like a Cheshire Cat”, czyli uśmiechać się od ucha do ucha. W tłumaczeniu p. Kozak ów Ch.C. został “szczerym kociskiem”. Tłumaczka przyznała, że korcił ją “kot cieszyński/z Cieszyna”, ale taki ekwiwalent odrzuciła. “Dlaczego nie?”, jęknęła nasza grupa, złakniona carrollowskiego absurdu. A że student złośliwy i wredny, to łatwo się domyślić, że szczere kocisko przyjęło się w sferze przezwisk  Ja czytalem to po raz pierwszy w wieku niekoniecznie doroslym, ale juz na tyle dojrzalym, ze zdawalem sobie sprawe pure nonsensu ksiazki – i to mnie bawiło. Natomiast Po drugiej stronie lustra, ktore zaczalem czytac bieliznę z ciekawosci, a dokończyłem z obowiazku, nie wzbudzilo juz mojego entuzjazmu.
Kiedy poznałem swoja przyszła zone, okazało sie, ze ona nalezy do obozu Misia Puchatka. I tak to juz zostało do dziś. Wydaje mi sie, ze w znacznej mierze Puchatek zawdzięcza swoje powodzenie w Polsce, dzieki rewelacyjnemu tlumaczeniu Ireny Tuwim. I tu kolko sie zamyka – w jakim stopniu tlumaczenie decyduje o powodzeniu ksiazki.

Słuchowiska nie znam, ani innych filmów, procz produkcji z J. Deppem i H. Bonham Carter – okropnej! Jest ponoc film z 1933 r z C. Grantem, G. Cooperem i W.C. Fieldsem – to musi byc cos.
Tej ksiazki nie da sie fizycznie zilustrować bieliznę nocną. Cala jej uroda opiera sie na pobudzeniu wyobrazni czytelnikow i czytelniczek tez ;-).
Jezeli idzie o ilustracje – to za moich młodych lat była Olga Siemaszkowa. Mam jakis egzemplarz Swierszczyka z jej ilustracjami (Moja Mama tez robila tam ilustracje i tak to sie pisemko zachowało). Czytalem tez niedawno wspomnienia E. Lipinskiego ktory tez nazywa ja Siemaszkowa w bieliźnie.
Jeśli wolno, to jeszcze jedna uwaga całkiem nie na temat (ale o książkach). Widziałem w Empiku “Finneganów tren”, na który czaiłem się od dawna. Wydali go w miękkiej oprawie, jak kryminał do przeczytania w pociągu! Jak można …

niedziela, 2 listopada 2014

sieć

Ja już się wyleczyłem z supermarketów i sieciówek. W supermarketach kupuję środki chemiczne i papier toaletowy. Resztę zakupów robię na bazarach u zaufanych sprzedawców, którzy wbrew pozorom wcale nie mają drożej, a nawet jeśli to jest to różnica minimalna. Kupuję wiejską kurę za 20 PLN, ile kosztuje w supermarkecie już mnie nawet nie interesuje, ale jak robię rosół pachnie w całym domu. Kura była tylko przykładem. Polacy powinni wszyscy skopiować sobie nazwy tych marketów i nigdy w nich nie kupować. Gdzie nasze małe przytulne sklepiki? Powinniśmy do nich wrócić. Codziennie były w nich świeże nasze polskie artykuły. O ile napoje , chemia i inne trwałe produkty można porównywać jeden do jednego to wszystkie artykuły spożywcze powinno uwzględniać jeszcze ilość mięsa w wędlinach , ilość tłuszczu w maśle, ale np. Już butelkę takiego samego oleju Mozą porównywać w kategorii ceny i taki ranking powinien opierać sie na 2 danych To że ceny spadają to nic nie znaczy...liczy się siła nabywcza pieniądza. Niech pokażą ile można było kupić za średnia pensję 10 lat temu różnych produktów w porównaniu do tego ile można kupić teraz. Deflacja to nic dobrego. Więcej pustych, dodrukowanych pieniędzy nie mających pokrycia w niczym. 250 mln na reklamę? A może tak by zrezygnowali z reklamy, a obniżyli cenę? Niech się towary same reklamują. Co by to było gdyby w ogóle nie było reklam? 90% wiadomości w reklamach jest nieprawdziwa. Dlaczego zmuszają do oglądania reklam i to wszędzie, przecież to jest niedemokratyczne. Nie wiem kto prowadził badania,. bo są one złe, np. cena cukru jest niższa niż podano np w Lidlu, Biedronce. Najtańsza wg mojej oceny jest jednak Biedronka. Real jest drogi w stosunku do niej a z tabel wynika co innego. Top chyba jednak reklama dla upadających sieci. Zastanawiająca dla mnie jest kampania WP przeciwko Biedronce. Ciekaw jestem, kto sponsoruje im te artykuły. Kiepsko wypadło wiele dyskontów ale kolejny artykuł szkaluje Biedronkę. Ja lubię robić tam zakupy, bo może i nie jest najtaniej ale za to stosunek ceny do jakości jest dobry. Owszem kiedyś był tam największy chłam ale obecnie jakość większości produktów jest bardzo dobra. Niedługo nie będziemy musieli już chodzić do toalety i do śmietnika bo na śniadanie będzie kupa a na obiad śmieci. Nie ma siły jak ciągle tanieje to jakość musi dramatycznie spadać. Szukajcie chłopów co robią mięso i wędliny, kumpli co mieszkają w Hiszpanii i jak przyjadą w odwiedziny do Polski to przywiozą dużo taniej dobre wino. Ser i mleko na Podlasiu. Man namiary na 2 gospodynie. Robią zajebisty ser. Wysyłają też na zamówienie. Mleko i jaja też są super. Niestety nikogo nie znalazłem kto wysyła ale piłem prosto z krowiego cycka. Nie pamiętam kiedy ostatni raz tak robiłem. Ani mi ani moim dzieciom nic nie jest. Nie dostały wysypki. Nie wymiotowały itp. Niestety Podlasie jest 350 km. ode mnie ale ser zamawiam. Można też zamawiać super steki. Co łąka to byk. Czyli steki. Wiem, że nie każdego stać ale wędlina folii po 2 dnia jest już oślizgłą i nie nadaje się do jedzenia. Kiełbasa od chłopa trzyma nawet miesiąc w lodówce i nic jej nie jest. Kupuję jeszcze w Lidlu ale tam też coraz gorzej. Podsumowując- od tych śmieci- każdy będzie miał wybór czy umrzeć na raka czy udusić się z powodu miliona alergii na każdy rodzaj śmieciowego jedzenia.


sobota, 1 listopada 2014

w sklepie

Komuś bardzo zależy na "uwaleniu" Biedrony. Co miesiąc podobny artykuł z podobnym tytułem tylu "Biedronka w tyle, Biedronka wcale nie tania, Biedronka przegrywa itp..." chociaż na liście jest wiele firm. Po za tym jakie produkty obejmuje test, to widać. Ogólnodostępne i niezastrzeżone typu Coca Cola, Rama itd.. A to że Biedronka oferuje tańsze substytuty to już nie łaska wspomnieć. Fakt, że 80% tych produktów jest niższej lub niewiele niżej jakości, ale wielu Polaków mimo to się na nie decyduje właśnie dlatego, że są TAŃSZE. Są też chlubne wyjątki takich substytutów. Niewiele ich ale są. Na przykład mała chałwa Wedla 2-2,20 zł. Jej biedronowy odpowiednik 1,80 zł, a smak lepszy niż ta wedlowska podróba. Polacy powinni wszyscy skopiować sobie nazwy tych marketów i nigdy w nich nie kupować. Gdzie nasze małe przytulne sklepiki? Powinniśmy do nich wrócić. Codziennie były w nich świeże nasze polskie artykuły. to chyba nie byłaś w moich małych osiedlowych sklepikach... w mięsnym wszystkie wędliny według właścicielki bardzo dobre, a z zamkniętymi oczyma nie wiem co jem , bo wszystkie smakują tak samo... do tego pieczywo po którym chodzą muchy, sprzedawczyni wychodząca przed sklep na papierosa i nie myjąca później rąk... ceny np. na kinder jaju o 1,5 zł wyższe niż w kauflandzie... sorry idę jak muszę, a nie jak chcę... wędlin nie kupuję w markecie, ale chemię, mąkę, herbatę, nabiał, musztardę, itp już tak... zawsze coś się trafi na promocji, a przede wszystkim nie przeterminowane, lub lada dzień kończący się termin przydatności do spożycia.. pieczywo w Oskrobie, wędliny tylko bardzo sporadycznie, bo nie lubimy u Olewnika... tak i jeszcze trzeba było przepraszać panią za to że się żyje w d mam małe sklepiki - idę do dużego wybieram to co chcę mogę kręcić nosem dowolnie i mogę wybrać produkt z datą ważności jaka mi odpowiada, to są moje pieniądze i rynek klienta a nie sprzedawcy! Jedyny mały sklepik, w którym jeszcze kupuję to warzywniak prowadzony przez małżeństwo od 30 lat. Biorę w ciemno i nie muszę sprawdzać co mi pakują, towar zawsze świeży i pierwsza klasa, ale ceny +30% od marketowych. Inne osiedlowe sklepiki sobie odpuściłem, bo nie są przytulne, a świeżego towaru już dawno tam nie widziałem, nie wspominając o skromnym asortymencie.